sobota, 9 stycznia 2016

Prolog


  Ciemnowłosy chłopak po raz ostatni spojrzał na swoich rodziców i wszedł do pociągu. Jego brat James, zniknął gdzieś pośród tłumu uczniów i mógł w tej chwili liczyć wyłącznie na siebie. Przechodził obok następnych przedziałów mając nadzieję dostrzec gdzieś Rose. Jednak, gdy już mu się to udało przez szybę w drzwiach dostrzegł, że siedzi ona już z trzema jakimiś dziewczynami. Nie miał ochoty spędzić najbliższych godzin uwięziony w przedziale z samymi dziewczynami, więc wycofał się po cichu i ruszył na dalsze poszukiwania właściwego dla siebie przedziału.
*        
Scorpius zajął miejsce przy oknie i z zaciekawieniem przyglądał się dwóm chłopcom, którzy śmiali się pochyleni nad jakąś planszówką. Nie znał tej gry i chciał w nią zagrać, ale Alec i Nicklaus, bo tak mieli na imię, oznajmili mu, że można w to grać jedynie w parzystą liczbę osób. Chciał im powiedzieć, że to głupie zasady, ale chłopcy i tak nie zwracali już na niego uwagi, więc nie pozostało mu nic innego jak bezczynne siedzenie. Po chwili zauważył za drzwiami chłopca, który nieśmiało zaglądał do ich przedziału. Zaprosił go do środka machnięciem ręki i zabrał swoją bluzę, robiąc mu tym samym miejsce naprzeciwko siebie.
-Już myślałem, że nigdy nie znajdę miejsca.- powiedział na powitanie chłopiec i z wysiłkiem władował kufer na półkę.
-Ej wy!- Alec podniósł wzrok z nad gry i zwrócił się do chłopców- jak chcecie to możecie z nami zagrać. Wasza dwójka na nas.- uśmiechnął się i ułożył planszę w taki sposób, aby cała czwórka miała do niej łatwy dostęp.
Chłopcy ochoczo pokiwali głowami i przystąpili do gry.
-A tak ogólnie to jestem Scorpius.- powiedział i wyciągnął rękę do swojego kompana.
  -Al.-odpowiedział ściskając rękę chłopaka. 

*        
Al spoglądał jak jego przyjaciel z pociągu siada przy stole Ślizgonów i wita się z osobami siedzącymi najbliżej. Serce młodego Pottera biło tak szybko, że zastanawiał się czy przypadkiem zaraz nie zemdleje ze stresu. Miał jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo inaczej James śmiałby się z niego do końca życia.
 -Rose Weasley.- powiedziała stara czarownica w spiczastej tiarze, a jego kuzynka na trzęsących się nogach usiadła na niskim stołku  i poczekała, aż na jej głowę zostanie włożona tiara przydziału. Czas wydawał się stać w miejscu, a on ściskał kciuki tak mocno, jakby naprawdę wierzył, że to pomoże, aby wszystko ułożyło się po ich myśli. Od zawsze marzyli znaleźć się razem w domu lwa  i nie brali nawet pod uwagę innej możliwości. Była to jedna z tych rzeczy, która wydawała się im być czymś co decyduje o całym życiu, a swojego nie wyobrażali sobie bez Gryffindoru czy bez siebie, więc już lata temu ustalili jak wszystko powinno wyglądać. Jednak tiara przedziału pokrzyżowała ich plany wykrzykując, że Rose przynależy od dziś do Ravenclavu. Dziewczyna posłała mu przerażone spojrzenie i powoli podeszła do stołu swojego nowego domu. 
 -Albus Potter.-powiedziała czarownica, a chłopak potrzebował chwili za nim dotarło do niego, że teraz jego kolej. Na trzęsących się nogach podszedł do stołka. Usiadł i rozejrzał się po wszystkich stołach. Ze stołu Gryfonów zerkał na niego uśmiechnięty James, który po chwili stracił zainteresowanie i zaczął zaczepiać siedzącą obok niego dziewczynę. Przy kolejnym stole Rose rozglądała się niepewnie, jakby zastanawiała się czy nie zaszła jakaś pomyłka. Scorpius siedział dumnie pośród Ślizgonów jakby nie mogło go spotkać nic lepszego w życiu. Ostatni stół, przy którym siedzieli Puchoni wydawał się chłopcu najbardziej obcy pośród tych wszystkich mieszczących się w Wielkiej Sali.   
-HA, taki sam jak ojciec.- mruknęła tiara na tyle cicho, że jedynie Al mógł ją usłyszeć-nie wiem, naprawdę nie wiem… Odważny, to na pewno i taki oddany najbliższym… Jednak jest w Tobie też coś co przekonuje mnie, że nie Gryffindor jest Twoim przeznaczeniem. O tak…W Slytherinie mógłbyś się wiele nauczyć…
 Chłopak ponownie spojrzał na stół Slytherinu i uśmiechniętego Scorpiusa. Chyba nie może być tam, aż tak źle...-pomyślał. Zerknął na pozostałe stoły zastanawiając się nad tym co powiedziała mu tiara. Chciał być w tym samym domu co Rose, ale nie widział się w Ravenclawie, natomiast Gryfindor bez niej nie wydawał mu się, aż tak niesamowity. Przez głowę przemknęła mu myśl, której nigdy by się po sobie nie spodziewał. W ułamku sekundy podjął decyzję, do której miał się później nikomu nie przyznać.
 -Chcę iść do Slytherinu…- powiedział cicho i na zerknął na stół Gryfonów,przy którym James śmiał się dyskutując z jakąś dziewczyną.                                                                   -Ciekawe, bardzo ciekawe, ale niech tak będzie. SLYTHERIN!- krzyknęła tiara przedziału, a przy stole Ślizgonów podniosły się brawa, a niezaprzeczalnie najwięcej hałasu zrobił pierwszoroczny chłopak o jasnych włosach.   

*        
Grupa nowych wychowanków Slytherinu zatrzymała się przed kamienną ścianą z zaciekawieniem rozglądając się po lochach.
-Tutaj znajduję się wejście do naszego domu.- powiedziała Hanna Ferley, prefekt Slyherinu-hasła zmieniają się codziennie, więc radzę obserwować tablicę ogłoszeń. Dzisiejsze hasło to Felix Felics.- powiedziała, a ściana odkryła tajne przejście.  Hanna Ferley skinęła ręką, a jedenastoletni czarodzieje dwójkami weszli do środka. Widok, który zastali odebrał im mowę, a starsi uczniowie, którzy przebywali w pokoju wspólnym uśmiechali się i kiwali głowami przypominając sobie pierwszy dzień w tym pomieszczeniu. Pokój wspólny był dużym pomieszczeniem o dość niskim sklepieniu. Gdzieniegdzie po ścianach skapywały krople wody. Światło sączyło się z zielonkawych lamp podwieszonych pod sufitem. We wnętrzu mieściły się gustownie rzeźbiony kominek, zdobione krzesła i wygodne fotele oraz bogato inkrustowane stoły. Za oknami rozpościerały się głębiny hogwarckiego jeziora.
 -Co to było?- krzyknęła Mia Derrick wskazując ręką na okno, za którym jednak już nic nie było. 
 
-Prawdopodobnie kałamarnica.- zaśmiał się Adrian Prince, uczeń szóstego roku i kapitan drużyny Ślizgonów.-To dość częsty widok, po jakimś czasie przestanie was to dziwić.- zwrócił się do całej grupy wstając z fotela.
 -Są przerażeni.- zaśmiała się Gemma Forest zerkając na nowych uczniów.
  -A naszym zadaniem jest przekonać ich, że nie mają czego się bać.- powiedziała Hanna Fenley surowo spoglądając na rozbawioną koleżankę.
  -Słuchajcie dzieciaki.- ciemnowłosy chłopak o groźnym wyglądzie podszedł do grupki nowicjuszy, a Albus przez chwilę pożałował swojej decyzji.- Nazywam się Vincent Forkley i wierzcie mi, że przydzielenie do Slytherinu to najlepsze co mogło was spotkać. Naszą tradycją jest oficjalnie przywitanie nowych wybranków Salazara Slytherina.
  - A teraz kilka rzeczy, które powinniście wiedzieć o Slytherinie i kilka, o których powinniście zapomnieć.- głos ponownie zabrała Gemma podchodząc bliżej do grupy uczniów-Na początek obalmy kilka mitów. Nie jesteśmy oddani czarnej magii, tak jak twierdzą Gryfoni i cała ta reszta. Generalnie, nie wierzcie we wszystko, co mówią na nasz temat konkurencyjne domy. Nie przeczę, że wyprodukowaliśmy paru czarnoksiężników, ale to samo tyczy się pozostałych trzech domów, tyle że tam preferuje się o tym nie wspominać. My nie jesteśmy obłudni i nie próbujemy poprawiać własnej reputacji zaginając prawdę. 
-A teraz coś, o czym pozostałe domy nie lubią za dużo mówić.-przerwał jej Vincent-Merlin był Ślizgonem. Tak, ten Merlin, najsłynniejszy ze wszystkich czarodziejów w historii! Wszystkiego, co umiał nauczył się w tym domu! Chcesz podążać śladami Merlina i podzielić jego wielkość? Uwierzcie, że Slytherin pomoże wam to osiągnąć.
-Wystarczy już tłumaczenia jacy nie jesteśmy.-zabrała głos pani prefekt uciszając chłopaka podniesieniem ręki- Pomówmy o tym, jacy jesteśmy, jaki jest najlepszy, a zarazem najbardziej drażliwy dom w tej szkole. Gramy o zwycięstwo, ponieważ przywiązujemy uwagę do honoru i tradycji Slytherinu. Tego będziemy również wymagać od was.
-Cieszymy się respektem ze strony innych uczniów. Co prawda czasami ten respekt może być zabarwiony strachem z racji na czarnoksięską reputację, ale wiecie co?- Adrian chodził między nowymi uczniami  uśmiechając się przyjacielsko.- Posiadanie reputacji wielbicieli czarnej magii, może być całkiem zabawne. Rzucie kilka sugestii świadczących, że macie dostęp do całej biblioteki klątw, a zobaczycie, że nikt nie ośmieli się zwinąć wam pióra czy wywinąć jakiegoś głupiego żartu.
-A co najważniejsze: my, Ślizgoni, dbamy o siebie – a to coś, czego nie można powiedzieć o mieszkańcach Ravenclawu. Poza tym, że to największa banda kujonów, jaką można spotkać, Krukoni słyną również z tego, że każdy chce być lepszy od pozostałych, podczas gdy my, Ślizgoni, jesteśmy braćmi- mówił Vincent dumnie podkreślając przynależność do Slytherinu.-Nieostrożnym korytarze Hogwartu mogą zaserwować kilka niespodzianek, dlatego będziecie wdzięczni, że macie węże po swojej stronie, gdy będziecie poruszać się po szkole. Jeśli o nas chodzi, gdy staniecie się wężami, staniecie się jednymi z nas – członkami elity. 
-A wiecie dlaczego?- Gemmie zaświeciły się oczy- Wiecie, czego Salazar Slytherin poszukiwał w wybranych uczniach? Nasionka wielkości. Zostaliście wybrani przez ten dom, ponieważ macie potencjał, by stać się wielkimi, w prawdziwym tego słowa znaczeniu.
-Kilka rzeczy, o których powinniście jeszcze wiedzieć: naszym duchem rezydentem jest Krwawy Baron. Jeśli uda wam się odkryć jego dobrą stronę, zgodzi się czasami nastraszyć ludzi dla was. Nie pytajcie go jedynie o to, skąd ta krew – nie lubi jak się go o to pyta.- Adrian włożył ręce do kieszeni i oparł się o fotel przenosząc wzrok co chwilę na następnego ucznia. Widział jak zmienia się ich nastrój. Gdy przekraczali wejście byli wystraszeni i rozglądali się niepewnie, jakby obawiali się, że ktoś ich zaatakuje, albo pojawi się sam bazyliszek. Teraz stali dumnie spijając każde słowo z ust jego i jego znajomych. Dobrze pamiętał jak sześć lat temu stał w ich miejscu, a kilka osób serwowało mu tą samą gadkę, co on teraz. Pamiętał jak sam w ciągu paru minut z wystraszonego dzieciaka stał się wychowankiem Slytherinu, dumnym ze swego przydziału i poczuciem niesamowitej wspólnoty. Mógł się założyć, że żaden inny dom nie potrafi wytworzyć takiego poczucia przynależności jak Slytherin.
-Myślę, że na tę chwilę to wszystko.-mruknęła Hanna kiwając głową z zadowoleniem.- Pokażę wam teraz wasze dormitoria. Za mną!- powiedziała i ruszyła w stronę pokoi, a grupa młodych czarodziejów i czarownic pewnie podążyła jej śladami




x