Ciemnowłosy chłopak po raz ostatni spojrzał na swoich rodziców i wszedł
do pociągu. Jego brat James, zniknął gdzieś pośród tłumu uczniów i mógł
w tej chwili liczyć wyłącznie na siebie. Przechodził obok następnych
przedziałów mając nadzieję dostrzec gdzieś Rose. Jednak, gdy już mu się
to udało przez szybę w drzwiach dostrzegł, że siedzi ona już z trzema
jakimiś dziewczynami. Nie miał ochoty spędzić najbliższych godzin
uwięziony w przedziale z samymi dziewczynami, więc wycofał się po cichu i
ruszył na dalsze poszukiwania właściwego dla siebie przedziału.
*
Scorpius
zajął miejsce przy
oknie i z zaciekawieniem przyglądał się dwóm
chłopcom, którzy śmiali się pochyleni nad jakąś planszówką. Nie znał
tej gry i chciał w nią zagrać, ale Alec i Nicklaus, bo tak mieli na
imię,
oznajmili mu, że można w to grać jedynie w parzystą liczbę osób. Chciał
im
powiedzieć, że to głupie zasady, ale chłopcy i tak nie zwracali już na
niego
uwagi, więc nie pozostało mu nic innego jak bezczynne siedzenie. Po
chwili
zauważył za drzwiami chłopca, który nieśmiało zaglądał do ich
przedziału.
Zaprosił go do środka machnięciem ręki i zabrał swoją bluzę, robiąc mu
tym
samym miejsce naprzeciwko siebie.
-Już myślałem, że nigdy nie
znajdę miejsca.- powiedział na powitanie chłopiec i z wysiłkiem władował kufer
na półkę.
-Ej wy!- Alec podniósł wzrok
z nad gry i zwrócił się do chłopców- jak chcecie to możecie z nami zagrać.
Wasza dwójka na nas.- uśmiechnął się i ułożył planszę w taki sposób, aby cała czwórka miała do niej łatwy dostęp.
Chłopcy ochoczo pokiwali
głowami i przystąpili do gry.
-A tak ogólnie to jestem
Scorpius.- powiedział i wyciągnął rękę do swojego kompana.
-Al.-odpowiedział ściskając
rękę chłopaka.
*
Al
spoglądał jak jego przyjaciel z pociągu siada przy stole Ślizgonów i
wita się z osobami siedzącymi najbliżej. Serce młodego Pottera biło tak
szybko, że zastanawiał się czy przypadkiem zaraz nie zemdleje ze stresu.
Miał jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo inaczej James śmiałby
się z niego do końca życia.
-Rose
Weasley.- powiedziała stara czarownica w spiczastej tiarze, a jego
kuzynka na trzęsących się nogach
usiadła na niskim stołku i poczekała, aż
na jej głowę zostanie włożona tiara przydziału. Czas wydawał się stać w
miejscu, a on ściskał kciuki tak mocno, jakby naprawdę wierzył, że to
pomoże, aby wszystko ułożyło się po ich myśli. Od
zawsze marzyli znaleźć się razem w domu lwa i nie brali nawet pod uwagę
innej możliwości. Była to jedna z tych rzeczy, która wydawała się im
być czymś co decyduje o całym życiu, a swojego nie wyobrażali
sobie bez Gryffindoru czy bez siebie, więc już lata temu ustalili
jak wszystko powinno wyglądać. Jednak tiara przedziału
pokrzyżowała ich plany wykrzykując, że Rose przynależy od dziś do
Ravenclavu.
Dziewczyna posłała mu przerażone spojrzenie i powoli podeszła do stołu
swojego
nowego domu.
-Albus
Potter.-powiedziała czarownica, a chłopak potrzebował chwili za nim
dotarło do niego, że teraz jego kolej. Na trzęsących się nogach
podszedł do stołka. Usiadł i rozejrzał się po wszystkich
stołach. Ze stołu Gryfonów zerkał na niego uśmiechnięty James, który po
chwili stracił zainteresowanie i zaczął zaczepiać siedzącą obok
niego dziewczynę. Przy kolejnym stole Rose rozglądała się
niepewnie, jakby zastanawiała się czy nie zaszła jakaś pomyłka. Scorpius siedział dumnie pośród Ślizgonów jakby nie mogło go
spotkać nic lepszego w życiu. Ostatni stół, przy którym siedzieli Puchoni wydawał się chłopcu najbardziej obcy pośród tych wszystkich mieszczących się w Wielkiej Sali.
-HA, taki sam jak ojciec.- mruknęła tiara na tyle cicho, że jedynie Al
mógł ją usłyszeć-nie wiem, naprawdę nie wiem… Odważny, to na pewno i taki
oddany najbliższym… Jednak jest w Tobie też coś co przekonuje mnie, że nie
Gryffindor jest Twoim przeznaczeniem. O tak…W Slytherinie mógłbyś się wiele
nauczyć…
Chłopak
ponownie spojrzał na stół Slytherinu i uśmiechniętego Scorpiusa. Chyba
nie może być tam, aż tak źle...-pomyślał. Zerknął na pozostałe stoły
zastanawiając się nad tym co powiedziała mu tiara. Chciał być w tym samym
domu co Rose, ale nie widział się w Ravenclawie, natomiast Gryfindor bez
niej nie wydawał mu się, aż tak niesamowity. Przez głowę przemknęła mu
myśl, której nigdy by się po sobie nie spodziewał. W ułamku sekundy
podjął decyzję, do której miał się później nikomu nie przyznać.
-Chcę
iść do Slytherinu…- powiedział cicho i na zerknął na
stół Gryfonów,przy którym James śmiał się dyskutując z jakąś
dziewczyną.
-Ciekawe,
bardzo ciekawe, ale niech tak będzie. SLYTHERIN!- krzyknęła
tiara przedziału, a przy stole Ślizgonów podniosły się brawa, a
niezaprzeczalnie najwięcej hałasu zrobił pierwszoroczny chłopak o jasnych włosach.
*
Grupa nowych wychowanków Slytherinu zatrzymała się przed kamienną ścianą z zaciekawieniem rozglądając się po lochach.-Tutaj znajduję się wejście do naszego domu.- powiedziała Hanna Ferley, prefekt Slyherinu-hasła zmieniają się codziennie, więc radzę obserwować tablicę ogłoszeń. Dzisiejsze hasło to Felix Felics.- powiedziała, a ściana odkryła tajne przejście. Hanna Ferley skinęła ręką, a jedenastoletni czarodzieje dwójkami weszli do środka. Widok, który zastali odebrał im mowę, a starsi uczniowie, którzy przebywali w pokoju wspólnym uśmiechali się i kiwali głowami przypominając sobie pierwszy dzień w tym pomieszczeniu. Pokój wspólny był dużym pomieszczeniem o dość niskim sklepieniu. Gdzieniegdzie po ścianach skapywały krople wody. Światło sączyło się z zielonkawych lamp podwieszonych pod sufitem. We wnętrzu mieściły się gustownie rzeźbiony kominek, zdobione krzesła i wygodne fotele oraz bogato inkrustowane stoły. Za oknami rozpościerały się głębiny hogwarckiego jeziora.
-Co to było?- krzyknęła Mia Derrick wskazując ręką na okno, za którym jednak już nic nie było.
-Prawdopodobnie kałamarnica.- zaśmiał się Adrian Prince, uczeń szóstego roku i kapitan drużyny Ślizgonów.-To dość częsty widok, po jakimś czasie przestanie was to dziwić.- zwrócił się do całej grupy wstając z fotela.
-Są przerażeni.- zaśmiała się Gemma Forest zerkając na nowych uczniów.
-A naszym zadaniem jest przekonać ich, że nie mają czego się bać.- powiedziała Hanna Fenley surowo spoglądając na rozbawioną koleżankę.
-Słuchajcie dzieciaki.- ciemnowłosy chłopak o groźnym wyglądzie podszedł do grupki nowicjuszy, a Albus przez chwilę pożałował swojej decyzji.- Nazywam się Vincent Forkley i wierzcie mi, że przydzielenie do Slytherinu to najlepsze co mogło was spotkać. Naszą tradycją jest oficjalnie przywitanie nowych wybranków Salazara Slytherina.
- A teraz kilka rzeczy, które powinniście wiedzieć o Slytherinie i kilka, o których powinniście zapomnieć.- głos ponownie zabrała Gemma podchodząc bliżej do grupy uczniów-Na początek obalmy kilka mitów. Nie jesteśmy oddani czarnej magii, tak jak twierdzą Gryfoni i cała ta reszta. Generalnie, nie wierzcie we wszystko, co mówią na nasz temat konkurencyjne domy. Nie przeczę, że wyprodukowaliśmy paru czarnoksiężników, ale to samo tyczy się pozostałych trzech domów, tyle że tam preferuje się o tym nie wspominać. My nie jesteśmy obłudni i nie próbujemy poprawiać własnej reputacji zaginając prawdę.
-A teraz coś, o czym pozostałe domy nie lubią za dużo mówić.-przerwał jej Vincent-Merlin był
Ślizgonem. Tak, ten Merlin, najsłynniejszy ze wszystkich czarodziejów w
historii! Wszystkiego, co umiał nauczył się w tym domu! Chcesz podążać
śladami Merlina i podzielić jego wielkość? Uwierzcie, że Slytherin pomoże wam to osiągnąć.
-Wystarczy już tłumaczenia jacy nie jesteśmy.-zabrała głos pani prefekt
uciszając chłopaka podniesieniem ręki- Pomówmy o tym, jacy
jesteśmy, jaki jest najlepszy, a zarazem najbardziej drażliwy dom w tej
szkole. Gramy o zwycięstwo, ponieważ przywiązujemy uwagę do honoru i
tradycji Slytherinu. Tego będziemy również wymagać od was.
-Cieszymy się respektem ze strony innych uczniów. Co prawda czasami ten
respekt może być zabarwiony strachem z racji na czarnoksięską reputację,
ale wiecie co?- Adrian chodził między nowymi uczniami uśmiechając się
przyjacielsko.- Posiadanie reputacji wielbicieli czarnej magii, może
być całkiem zabawne. Rzucie kilka sugestii świadczących, że macie dostęp
do całej biblioteki klątw, a zobaczycie, że nikt nie ośmieli się zwinąć
wam pióra czy wywinąć jakiegoś głupiego żartu.
-A co najważniejsze: my, Ślizgoni, dbamy o siebie – a to coś, czego nie
można
powiedzieć o mieszkańcach Ravenclawu. Poza tym, że to największa banda
kujonów, jaką można spotkać, Krukoni słyną również z tego, że każdy chce
być lepszy od pozostałych, podczas gdy my, Ślizgoni, jesteśmy
braćmi- mówił Vincent dumnie podkreślając przynależność do
Slytherinu.-Nieostrożnym korytarze Hogwartu mogą zaserwować kilka
niespodzianek,
dlatego będziecie wdzięczni, że macie węże po swojej stronie, gdy
będziecie
poruszać się po szkole. Jeśli o nas chodzi, gdy staniecie się wężami,
staniecie się jednymi z nas – członkami elity.
-A wiecie dlaczego?- Gemmie zaświeciły się oczy- Wiecie, czego Salazar Slytherin poszukiwał w wybranych uczniach? Nasionka wielkości.
Zostaliście wybrani przez ten dom, ponieważ macie potencjał, by stać się
wielkimi, w prawdziwym tego słowa znaczeniu.
-Kilka rzeczy, o których powinniście jeszcze wiedzieć: naszym duchem
rezydentem jest Krwawy Baron. Jeśli uda wam się odkryć jego dobrą
stronę,
zgodzi się czasami nastraszyć ludzi dla was. Nie pytajcie go jedynie o
to, skąd ta krew – nie lubi jak się go o to pyta.- Adrian włożył ręce do
kieszeni i oparł się o fotel przenosząc wzrok co chwilę na następnego
ucznia. Widział jak zmienia się ich nastrój. Gdy przekraczali wejście
byli wystraszeni i rozglądali się niepewnie, jakby obawiali się, że ktoś
ich zaatakuje, albo pojawi się sam bazyliszek. Teraz stali dumnie
spijając każde słowo z ust jego i jego znajomych. Dobrze pamiętał jak
sześć lat temu stał w ich miejscu, a kilka osób serwowało mu tą samą
gadkę, co on teraz. Pamiętał jak sam w ciągu paru minut z wystraszonego
dzieciaka stał się wychowankiem Slytherinu, dumnym ze swego przydziału i
poczuciem niesamowitej wspólnoty. Mógł się założyć, że żaden inny dom
nie potrafi wytworzyć takiego poczucia przynależności jak Slytherin.
-Myślę, że na tę chwilę to wszystko.-mruknęła Hanna kiwając głową z
zadowoleniem.- Pokażę wam teraz wasze dormitoria. Za mną!- powiedziała i
ruszyła w stronę pokoi, a grupa młodych czarodziejów i czarownic pewnie podążyła jej śladami
x
WOW... Kochana, jestem pod ogromnym wrażeniem.
OdpowiedzUsuńI znów moje serce podbija Scor <3 nienawidzę Cie za to jak go kreujesz (jest taki cudowny), ponieważ przez takie postacie mam zbyt wysokie wymagania wobec facetów -_-
Jak narazie odbieram bardzo pozytywnie i czekam na pierwszy rozdział.
Do następnego :*
Tule, Incaligo
...
OdpowiedzUsuńOdebrało mim mowę. Szczerze od kiedy przeczytałam pierwsze dramione to zmieniłam nastawienie go Ślizgonów.Ten prolog tylko podkreślił moje przypuszczenia ,że Slytherin może być całkiem całkiem. Bardzo lekko się to czytało ,więc dla mojego przegrzanego mózgu to miód na dusze (czy jakoś tak się to mówi). Bardzo lubię twój styl pisania , więc cieszę się, że zaczynasz pisać nowego bloga.
KONIEC CZĘŚCI OFICJALNEJ
Aaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!
Albus!!!!!!Tak uwielbiam tego gościa od kiedy przeczytałam jedno opowiadanie (nazwy nie pamiętam :(). Piszę to o 1 w nocy i przez ciebie mnie będę mogła zasnąć , tak jestem ciekawa co będzie dalej. Opis po po prostu zapalił moje ognisko ciekawości które nie zgaśnie dopóty dopóki nie skończę czytać tego opowiadanie(no chyba zostawisz jakąś sprawę niedopowiedzianą żeby pobudzić wyobraźnie). AAAAAAAAA!Zapomniałam ! Świetny pomysł , z takim się jeszcze nie spotkałam, a możesz mi wierzyć przekopałam chyba z pół internetu.
Przepraszam zachaos w komentarzzu, lae ja już po porostu nie myślę.
Dosia
PS Uwielbiam Albusa, ale tak naprawdę wolę Jamesa( wersja Dosia0.1)
PSS Mój ulubiony Dom był, jest i będzie Gryffindor (na chodziażby dlatego że cholernie nienawidzę tchórzostwa, nie sprawiedliwości, a już najbardziej to nie lojalności , aż mnie mnie krew zalewa gdy o tym pomyśle) , ale wierzę że jeszcze bardziej ocieplisz moje myśli o Domu Węża :)
PSSS Podziwiam cię cieszę znajdujesz czas na dwa blogi i cała resztę twojego życia razem ze wszystkimi problemami. Trzymam na Ciebie kciuki.<3
PSSSS Powodzenia i weny życzę . I aby doba miała conajmniej 26 godzin (sama mam nadzieję że to w jakiś magiczny sposób się stanie ) .If you know what i mean :)
Zapomniałam dodać ze świetny tytuł:P
UsuńWow ty to masz talent do promowania Ślizgonów:D polubiłam postać Scorpiusa dzięki jego znajomości z Natalie a tu z zupełnie innej strony go poznajemy! Ma ludzkie odruchy:D i jest nawet, zaryzykuję to stwierdzenie, miły ;p czekam na dalsze losy Ala i Scora. Znów podbiłaś moje serce Owocku:)
OdpowiedzUsuńRogata
„Jednak, gdy już mu się to udało przez szybę w drzwiach dostrzegł, że siedzi ona już z trzema jakimiś dziewczynami. Nie miał ochoty spędzić najbliższych godzin uwięziony w przedziale z samymi dziewczynami, więc wycofał się po cichu i ruszył na dalsze poszukiwania właściwego dla siebie przedziału”
OdpowiedzUsuńPowtórzenie dziewczyn i zbędne jakimiś.
Co jest dziwnego w tym, że istnieją gry dla parzystej liczby osób. Są po prostu dwuosobowe i tworzy się podział na drużyny.
Dziwne, że Albus tak chętnie zapoznał się ze Scorpiusem.
Hogwartczyków wywoływano alfabetycznie, więc Albus będzie przed Rose.
Dialogi zapisujemy za pomocą pauz lub półpauz – http://nerdy-ocenkujo.blogspot.com/2016/03/dialogi.html
Akapity zapisujemy za pomocą wcięcia akapitowego, które stosujemy również przy dialogach. Nie da się go napisać na bloggerze, ale w każdym innym programie wystarczy wcisnąć Taba.
Wyjustuj tekst, wtedy będzie wyglądał schludniej.
Dlaczego Albus nazwy Scorpiusa przyjacielem? Przecież nie pokazałaś nam żadnej rozmowy pomiędzy nimi. A przy tym wśród rodziny słyszał o nim same złe rzeczy.
Życzenie Albusa jest dziwne ze względu na jego rodzinę i zupełnie nieuzasadnione fabularnie.
Zabrakło ci entera w akapicie przy przydziale.
Czy nikt nie wydawał się zaskoczony przydziałem Ala do tego domu?
O interpunkcji w dialogach też będziesz miała pod tym linkiem, ewentualnie przeszukaj zakładkę Help desk.
Felix Felics piszemy Felix Felicis. Hasło nie jest zupełnie związane z domem, a przecież w Harrym mamy jak wół „czysta krew”. A dyrektor tego nie wymyślił.
Ród Princów, o ile mi wiadomo, wygasł. Nazwisko umarło.
O ile mi wiadomo w pokoju wspólnym Ślizgonów nie było okien. A przy tym to nie miałoby sensu, bo szkło można łatwo stłuc zaklęciem i zalać cały pokój.
Merlin to imię a nie nazwisko. A przy tym żył w V wieku a Hogwart powstał w IX lub X.
Honor to działka Gryfonów.
Węże? Jak już to wielką, ale poszukaj innych synonimów.
To opowiadanie jest naprawdę fajne. Ja osobiście uwielbiam Slytherin i myślę, że Twoja wersja jeszcze bardziej sprawia, że czuję tę przynależność. Kocham mieć takie poczucie przynależności, które wywołuje patriotyzm. I to nie tylko do kraju, miasta, ale także szkoły, klasy, kółka historycznego… Przynależność do grupy daje mi wielką siłę, aby walczyć i wspierać innych, i nie bez powodu osiągam znaczne miejsca w konkursach ogólnopolskich. Chcę przynieść szacunek swojej szkole i sobie samej i to właśnie cenię w Ślizgonch.
Wszystkie moje sugestie (a nawet kilka takich, które mi kompletnie nie przeszkadzają) w kwestii poprawy prologu już zostały wymienione przez autorkę poprzedniego komentarza, więc śmiało i bez wyrzutów sumienia mogę przejść do przyjemniejszej części komentarza :>
OdpowiedzUsuńFabuła wydaje mi się bardzo oryginalna i niebanalna, że dziwię się samej sobie, że znalazłam to opowiadanie tak późno. Mimo iż to tylko prolog wciągnęło mnie i nęci mnie strasznie ciekawość - co będzie dalej? Wszystko jest napisane tak, że samo się czyta, a przyjemność kończy się szybko, bo przyjemne rzeczy właśnie tak szybko się kończą. Nie wiem czy rozumiesz cokolwiek z tego, co chciałabym i właśnie usiłuję Ci przekazać, ale po prostu brakuje mi już słów i nie wiem jak wyrazić mój zachwyt, a być może zauroczenie, Twoim fantastycznym opowiadaniem.
Może spróbuję inaczej; ta historia powaliła mnie tak, że chciałabym w niej zamieszkać, chciałabym być jednym ze Ślizgonów, chciałabym to przeżyć, doświadczyć jak to jest być jednym z nich na własnej skórze. A weź pod uwagę, że to tylko (a może i aż) prolog :3
Wiem, że publikacja była ponad rok temu, jednak przecież nie należy się poddawać, a choć wszystko co dobre kiedyś się kończy, nie musi kończyć się tak szybko, prawda?
Wierzę, że to opowiadanie nie będzie kolejnym wyrzuconym na śmietnik Internetu odpadkiem, bo jest w nim coś magicznego i szkoda byłoby zmarnować taki potencjał.